Czy AIDS nie stanowi dla nich hamulca?

Z rozmów, jakie prowadziłam, jasno wynika, że mężczyźni doskonale zdają sobie sprawę z zagrożenia AIDS, lecz ich zachowanie nie zawsze stoi w zgodzie z tym, co wiedzą. Wia­rygodne ankiety przeprowadzone wśród Amerykanów wykaza­ły, że nie pochwalają niewierności, tymczasem większość mę­żów zdradza swe żony.

Rozmawiałam z mężami, dla których AIDS rzeczywiście stanowi hamulec. Przyznają że mogliby spróbować jakiegoś skoku na bok, gdyby nie obawa przed zagrożeniem. Jeden z nich zerwał romans z kobietą gdy przekonał się, że sypia z wieloma mężczyznami.

Ale większość powołuje się na cały szereg argumentów, dzięki którym czuje się bezpieczna, i nadal zdradza swe partner­ki – nawet w dobie zagrożenia AIDS. Na przykład jeden z mężczyzn stwierdził, że zmienił swoje nawyki: teraz sypia wyłącznie z żonami, których mężowie są pochłonięci pracą. Te kobiety uważa za bezpieczne, gdyż pozostawały w monogamicznym związku, a ich mężów zbyt zajmowało robienie kariery, by myśleli o panienkach. Odarłam go ze złudzeń, ponieważ rozmawiałam z niejednym maniakiem pracy, któremu jakoś udało się znaleźć czas na szybkie numerki. Ale do tego mężczy­zny jakoś to nie dotarło.

Inny mąż ograniczył liczbę swoich pozamałżeńskich partne­rek. Trzyma się jednej kobiety, z którą czuje się bezpiecznie, gdyż zgodziła się zrobić sobie badanie na AIDS. Co ciekawe, on sam się nie przebadał. A zważywszy na jego bujne życie seksualne kochanka powinna była nalegać, by i on zrobił odpo­wiedni test.

Niektórzy żonaci mężczyźni latami utrzymują romans z jedną kobietą więc uważają że nic im nie grozi. Pewien mężczyzna od piętnastu lat romansuje z jedną kobietą. Widują się prawie codziennie po południu. Razem jedzą lunch. Zabiera ją w długie podróże. Ostatnio pełnił funkcję pana domu na jej pięćdziesią­tych urodzinach. Jest ona dla niego jakby drugą żoną tak że nie obawia się AIDS.

Kawalerowie boją się, ale – jak wyznał jeden z nich, wyra­żając poglądy większości: ?to nie znaczy, że przestanę uprawiać seks”.

Wielu mężczyzn – zarówno żonatych, jak i stanu wolnego – powiada, że obecnie staranniej dobierają partnerki. Twierdzą, że potrafią rozpoznać bezpieczne kobiety, jakby miał ich chronić jakiś niezawodny szósty zmysł. Zaledwie garstka polega na mniej magicznej acz znacznie pewniejszej metodzie: prezerwa­tywie. Troska, aby mężczyzna korzystał z prezerwatywy jako środka zapobiegającego zarażeniu AIDS, spada w większości na barki kobiet, tak samo jak od zawsze działo się z metodami regulacji poczęć. Obecnie heteroseksualni mężczyźni rzadko upierają się, by stosować prezerwatywy. Co więcej, często wcale nie chcą ich stosować, nawet jeśli – zdaniem kobiety – powinni.

Pewien mężczyzna z Zachodniego Wybrzeża wyznał, że teraz uprawia wyłącznie seks oralny, wychodząc z założenia, że jest bezpieczniejszy. Wielu mężów w stosunkach pozamałżeńskich uprawiało zawsze tę formę seksu, gdyż w swoim pokrętnym rozumowaniu nie uznawali jej za zdradę. Czasem nawet nie uznawali za formę współżycia. Jedna z kobiet pamięta, jak zdecydowanie odmówiła mężczyźnie stosunku.

- W takim razie – odparł – skoro nie chcesz się ze mną kochać, to może weźmiesz do ust?

Niektórzy mężczyźni wypracowali bardzo skomplikowane systemy statystyczne, które mają uspokoić ich obawy. Na przy­kład udało im się wykalkulować, że bezpieczniej jest się z kimś kochać niż podróżować samolotem bądź przechodzić przez ruchliwą ulicę.

Mężczyźni, niewolnicy seksu; i ci, którzy próbują rozwiązać swoje problemy małżeńskie; ci, którym podboje są niezbędne dla podbudowania wątłego poczucia własnej wartości; ci, któ­rych kobiety nigdy nie zaspokoją, bowiem są narcyzami; albo typy macho – wszyscy bez wyjątku nadal romansują przynaj­mniej tak twierdzą. Czy AIDS rzeczywiście wpłynęło na zmniej­szenie niewierności, czy też stanie się tak dopiero, gdy epidemia pochłonie jeszcze więcej ofiar. Na razie ciągle brak wiarygod­nych badań.

Choć AIDS może za jakiś czas rzeczywiście wpłynąć na zmniejszenie liczby niewiernych mężów, inne zjawisko społecz­ne może wpłynąć na jej wzrost. Po pierwsze za zdradę nie grożą już tak poważne konsekwencje. Przy postępowaniu rozwodo­wym niewierność przestała stanowić podstawę udzielenia roz­wodu. Sprawa sądowa za złamanie obietnicy, która czasem była prowadzona, gdy mężczyzna rzucił kobietę uprzednio obieca­wszy jej małżeństwo (i często właśnie wyłącznie dzięki temu udało mu się zaciągnąć ją do łóżka), to osobliwość, przeżytek dawnej epoki. Co więcej, ostatnio wiele żon, które odkryły zdradę męża, decyduje się trwać w tym związku i próbować jakoś rozwiązać sytuację.

Badania wykazały, że to przede wszystkim okazja stanowi, czy mężczyzna zdradzi partnerkę, czy też pozostanie jej wierny, a w naszym świecie o okazję coraz łatwiej. Bardziej swobodny stosunek do seksu, liczniejsza obecność kobiet w świecie pracy sprawiają że mężczyźni bez trudu nawiązują kontakt z kobieta­mi o większym doświadczeniu seksualnym, a przez to bardziej gotowymi odpowiedzieć na ich awanse. Nawet w świecie pracy lat osiemdziesiątych mężczyźni nadal dążą do nadawania eroty­cznego charakteru kontaktom i więziom z kobietami.

Wzrastająca liczba niezamężnych kobiet i ich przewaga nad liczbą nieżonatych mężczyzn sprawia, że nieuniknione staje się (dobrowolne i przymusowe) dzielenie się mężczyznami. Męż­czyzn jest po prostu za mało. Żonaci mężczyźni nadal chętnie nawiązują romanse z niemężatkami, a obecnie jest więcej niż w przeszłości samotnych kobiet, które nie mają oporów przed tymi zakazanymi związkami.

Pojawiła się też liczniejsza populacja kobiet, wśród których kawalerowie mogą wybierać. Skoro już nie trzeba się żenić, by zdobyć dostęp do seksu oraz poważanie, coraz więcej mężczyzn pozostaje w stanie wolnym i swobodnie fruwają od jednej wol­nej partnerki do drugiej.

Choć skupiam się na niewierności mężczyzn, to wcale nie znaczy, że nie wiem o wzroście liczby romansujących kobiet. Ale to jest odrębny temat na odrębną książkę. Kobiety, które zdradzają, są o wiele bardziej nieszczęśliwe w swoich związ­kach niż mężczyźni, gdyż znacznie bardziej niż oni angażują się uczuciowo w swoje romanse. Ze statystycznego punktu widze­nia pozostają w mniejszości. To WIĘKSZOŚĆ mężczyzn zdra­dza. Dlatego też zdrada dziś i w przeszłości stanowiła męską specjalność.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.